Podróż pełna zachwytów

Cztery dni (9–12 sierpnia 2026 r.), 5 państw, 13-krotnie przekroczonych 7 granic – a do tego różnica temperatury aż o 25°C: od 35-stopniowego włoskiego upału po 10°C w Polsce. Można powiedzieć, że wróciliśmy nie tylko z wycieczki, ale i z małego testu wytrzymałości organizmu! Głównym celem była oczywiście Szwajcaria, ale po drodze zajrzeliśmy także do Niemiec, Austrii, Włoch i Liechtensteinu, a wszystko to w tempie, które trudno nazwać emeryckim.

Przemierzając tak długi dystans, podróżowaliśmy różnymi środkami lokomocji. Podstawę stanowił oczywiście wygodny autobus organizatora – biura turystycznego. Bezpiecznie prowadził go kierowca, pan Artur, a wspomagał go pan Tomasz, który jednak przede wszystkim był pilotem i jednocześnie przewodnikiem.

Pierwszym przystankiem było Davos, znane z corocznych spotkań liderów politycznych i biznesowych. Jednak budynek centrum kongresowego, nowoczesność miasta i brak turystów w pełni sezonu zdziwiły i rozczarowały nas nieco. Do położonego powyżej miejscowości hotelu Schatzalp, miejsca związanego z akcją „Czarodziejskiej góry” Tomasza Manna, wjechaliśmy kolejką linowo-terenową. Było wysoko, pięknie i trochę literacko – w końcu nie codziennie można znaleźć się w miejscu, które stało się inspiracją dla jednej z najsłynniejszych powieści XX wieku. Kolejna podróż, „od lodowców do palm”, czyli od Sankt Moritz w Szwajcarii do włoskiego Tirano, odbyła się „czerwonym pociągiem”, biorącym swą nazwę od koloru wagoników. Jadąc Koleją Retycką, wpisaną na listę UNESCO, najpiękniejszą linią kolejową świata, słynącą z niezwykle malowniczych tras biegnących przez alpejskie krajobrazy, podziwialiśmy bajeczne wiadukty, łąki i ośnieżone szczyty lodowców.

W odwiedzanych przez nas Alpach przycupnęło mnóstwo górskich jezior. Jedne są ukryte wśród gór, inne łatwe do dotarcia. Poznaliśmy te najpiękniejsze. Nad włoskim jeziorem Como, miejscem wypoczynku ludzi bogatych, leży słynny kurort alpejski o tej samej nazwie, szczycący się osobą fizyka – Aleksandra Volty – który tu się urodził i tu spoczął. Spacerując piękną promenadą, dotarliśmy do zabytkowego ratusza i katedry; podziwialiśmy również ekskluzywne wille na zboczach gór. Równie piękne jezioro Lugano przebyliśmy autostradą poprowadzoną przez jego środek, groblą utworzoną przez Szwajcarów. Tak dotarliśmy do kolejnego słynnego kurortu wywodzącego swą nazwę od jeziora, nad którym jest położony. Poznaliśmy jego zabytki: pałac kongresowy, willę Ciani i ratusz na pięknym ryneczku. Stąd stateczkiem popłynęliśmy na włoską Isola Bella na Jeziorze Maggiore, najpiękniejszą z Wysp Boromejskich. Tam czekały na nas Pałac Borromeuszów i bajkowy ogród pałacowy – tarasy, egzotyczna roślinność, fontanny i widoki, które aż proszą się o fotografowanie. Po powrocie na ląd odwiedziliśmy szwajcarskie Locarno. Tu niemal wzięliśmy udział w odbywającym się corocznie, właśnie w sierpniu, Międzynarodowym Festiwalu Filmowym. Spacerując promenadą, obejrzeliśmy zamek Viscontich, przebudowany dla tejże rodziny, według niektórych spekulacji, przez samego Leonarda da Vinci. Z kolei przez Jezioro Bodeńskie przeprawiliśmy się promem do Niemiec. Nazwa jeziora bardzo mocno kojarzy nam się z powieścią Tadeusza Konwickiego. Na jego brzegu ulokowało się jedno z najpiękniejszych miasteczek regionu – Meersburg. Wędrując wąskimi uliczkami starego centrum, ulegliśmy urokowi historycznych budynków tego idyllicznego miejsca.

W Alpach szwajcarskich swój bieg zaczyna rzeka Ren, jedna z najdłuższych w Europie. W swym górskim początku przygotowała jedną z najbardziej spektakularnych niespodzianek: wąwóz Via Mala – dramatyczny i głęboki przełom, gdzie potęga natury robi wrażenie. Dotarliśmy tam drogą pełną tuneli, tak charakterystycznych dla tego regionu. Po przekroczeniu kolejnej granicy odwiedziliśmy Vaduz – niewielką, elegancką stolicę Księstwa Liechtensteinu, jednego z najmniejszych, jednocześnie najbogatszych państw świata. Niezbyt dużo czasu zajęło nam obejrzenie znajdujących się na małym obszarze zamku książęcego, ratusza, parlamentu, gmachu rządu, katedry św. Floriana. Po kolejnym powrocie do Szwajcarii zwiedziliśmy Sankt Gallen – historyczne miasto słynące przede wszystkim z imponującego opactwa, umieszczonego na liście UNESCO. Miasteczko jest jednak rozpoznawalne dzięki eksperymentowi artystycznemu, który ze zwykłej przestrzeni publicznej, poprzez pokrycie ziemi i części budynków jaskrawoczerwonym tartanem, stworzył Czerwony Plac. Na zakończenie odwiedziliśmy, już w Niemczech, wyspę Mainau na Jeziorze Bodeńskim, nazywaną wyspą kwiatów. I trudno o lepszą nazwę – ogrody, kwiaty i zadbana zieleń rzeczywiście zachwycają. Jako ostatni zwiedziliśmy wspomniany wcześniej Meersburg.

Nocowaliśmy w dobrych hotelach; wyjątkowy był ten należący do Watykanu, będący jednocześnie hotelem i muzeum gromadzącym dzieła sztuki. Villa Cagnola, otoczona pięknym, zadbanym ogrodem. Tak więc po intensywnych dniach mieliśmy gdzie porządnie odpocząć. Choć właściwie… rano znów ruszaliśmy w drogę, bo przecież kilka tysięcy kilometrów samo się nie przejedzie!

I tak w ciągu zaledwie czterech dni przebyliśmy 2689 kilometrów. Korzystaliśmy z autobusu, kolejki, pociągu, promu i stateczku. Podziwialiśmy jeziora, góry, miasta, ogrody i przełomy rzek. Przetrwaliśmy upał. Wróciliśmy może trochę zmęczeni, ale bogatsi o wspomnienia, zdjęcia i przekonanie, że słuchacze UTW, szczególnie członkowie Klubu Podróżnika – inicjatora wyprawy – potrafią podróżować bardzo intensywnie. A granice? Jak widać, są przede wszystkim po to, by je przekraczać – i to wielokrotnie!

Tekst: Elżbieta Hejnowicz-Wojciechowska
Zdjęcia: Helena Sierpowska, Lena Nowakowska

PonWtŚrCzwPtSobNiedz
12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31

Przydatne linki