Katowice: więcej niż węgiel i legendy. Nasze dwa dni na nieoczywistym Śląsku

Są miejsca, które odwiedza się dla widoków, i takie, które pamięta się za klimat. Katowice i okolice okazały się tym drugim przypadkiem – trochę surowe, trochę zielone, pełne historii i dobrej architektury. Odwiedziliśmy je w dniach 8–9.05.2026 r. Program wyjazdu był bogaty, pogoda dopisała, humory również, a licznik kroków w telefonach wielu uczestników przeżył prawdziwe oblężenie. Nocowaliśmy w hotelu B&B, który po intensywnym dniu zwiedzania okazał się miejscem niemal luksusowego ratunku dla zmęczonych nóg.

Dzień pierwszy: Nikiszowiec, centrum i muzyka, która unosiła się w powietrzu
Czerwona kraina familoków – to zabytkowe osiedle robotnicze dla górników kopani „Giesche” (później „Wieczorek”), zaprojektowane i wybudowane na początku XX wieku, zachwyciło wszystkich swoją niepowtarzalną atmosferą. Składa się z zespołu 9. ceglanych bloków, z których żaden nie jest do siebie podobny! Nie ma także takich samych wykuszy, drzwi, nawet okien! Właśnie okna zwróciły naszą uwagę. Ościeża, czyli powierzchnie przy otworach okiennych, pomalowane są na czerwono lub zielono. Przewodniczka pytana o przyczynę tego zjawiska stwierdziła:
– Odpowiedź jest banalna. Obie farby są śliskie, a więc łatwe do wyczyszczenia, co przy tutejszym zapyleniu nie jest bez znaczenia. Okna górników pomalowane są na czerwono, bo maszyny w kopalni konserwowane były minią (farbą w czerwonym kolorze), zaś okna hutników mają kolor zielony, ponieważ taka farba była używana w hutach do zabezpieczania rur. No i te farby tak „przemieszczały się” z zakładów pracy do domów.
Równie ciekawe okazały się podwórka. Umieszczone wewnątrz kwartałów, stanowiły niemal centrum życia. Tu były zabudowania gospodarcze, klatki dla drobnych zwierząt hodowlanych, piece do wypieku chleba, tu suszono pranie, kobiety wymieniały wszelkie informacje, bawiły się dzieci. Tutaj także rosły drzewa, uprawiano rośliny.
Osiedle nie tylko zapewniało dach nad głową, ale zaspokajało wszystkie inne potrzeby. Punktem centralnym był rynek (dziś Plac Wyzwolenia), przy którym ulokowano najważniejsze budynki usługowe i urzędy, a później także zbudowano kościół pw. św. Anny. W świątyni, której wnętrze również obejrzeliśmy, szczególnie cenne są 75-głosowe organy, ołtarz główny z figurą patronki oraz ogromny żyrandol. Otaczający ją mur stał się miejscem upamiętnienia górników, którzy zginęli w miejscowej kopalni. Ponieważ górnikom pracującym pod ziemią brakowało kolorów, wielu z nich zajęło się, po pracy oczywiście, malarstwem. Ich dzieła, najczęściej prymitywistyczne, cechują się ostrymi, kontrastowymi kolorami. Oglądaliśmy je w postaci murali wykonanych przez grupę z Janowa. Nikiszowiec jest unikatowy i w pełni zachowany; obecnie zamieszkany już nie przez górników (kopalnia „Wieczorek” została zamknięta), wpisany do rejestru zabytków nieruchomych, stał się jednym z pomników historii.
Potem był spacer po centrum Katowic. Miasto zaskoczyło nas nowoczesnością, mnóstwem zieleni i ciekawymi kontrastami. Katowice skutecznie rozprawiły się ze stereotypem „szarego miasta przemysłowego”. Widzieliśmy więc słynny Spodek – symbol nowoczesnych Katowic, a z punktu widokowego: jeden z najbardziej rozpoznawalnych pomników na Górnym Śląsku, którego trzy skrzydła symbolizują kolejne powstania śląskie, katedrę, która w założeniu „nie miała być niemiecka” – nie jest więc gotycka, oraz liczne, piękne w swej nowoczesnej architekturze obiekty.
Ni Niemiec, ni Polok, ino Ślonzok” – to najtrafniejsza charakterystyka skomplikowanej tożsamości tutejszej ludności. Podczas naszej wyprawy nie zabrakło też chwil refleksji nad trudną i bogatą historią Śląska. Pomocną w jej zrozumieniu okazała się multimedialna wystawa w Muzeum Śląskim pt. „Historia Śląska”. Interaktywne ekspozycje, światło, dźwięk i nowoczesna forma prezentacji zrobiły na nas ogromne wrażenie. Poznaliśmy historię regionu i ważne elementy odrębnej tożsamości, na które składa się również wykształcona przez Górnoślązaków ich własna mowa, czyli „ślonsko godka”.

Ale Śląsk to nie tylko węgiel, pył i ciężka praca. To również pożywny obiad. Na taki tradycyjny posiłek składają się rolada mięsna, modra kapusta i kluski – oczywiście – śląskie. Dane nam było taką potrawę spożyć. Długo nie mogliśmy dojść do siebie po nadmiarze śląskich kalorii.
Wieczorny koncert kameralnej orkiestry smyczkowej „Melodie z powietrzem” w siedzibie Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, stał się prawdziwą perełką pierwszego dnia pobytu. Już sam budynek zrobił ogromne wrażenie swoją architekturą i akustyką. Muzyka porwała publiczność – raz subtelna i nastrojowa, innym razem pełna energii. Koncert, jak zapewniała informacja na bilecie, rzeczywiście dostarczył nam „nielimitowaną ilość wrażeń”.

Dzień drugi: kosmos i głębiny ziemi
Rano ruszyliśmy do Planetarium w Śląskim Parku Nauki w Chorzowie. Seans „Saturn i jeszcze dalej”, którego obejrzenie było naszym głównym celem, poprzedzony został prezentacją ”Niebo nad Śląskiem”. Była to magiczna podróż po nocnym niebie, w której przewodnikiem była lektorka prowadząca seans na żywo. Tematem zaś – aktualne niebo, tzn. gwiazdy, planety i inne obiekty widoczne na niebie z okolic Śląska. Natomiast podczas pokazu „Saturn i jeszcze dalej” poznaliśmy historię odkrycia pierścieni Saturna i zobaczyliśmy je z bliska dzięki zdjęciom przesłanym przez sondę Cassini, która badała tę planetę. Nowoczesna projekcja pozwoliła niemal „dotknąć” kosmosu i przez chwilę poczuć się podobnie jak uczestnicy międzyplanetarnej wyprawy.

Na zakończenie wycieczki zeszliśmy pod ziemię podczas „Podziemnego spaceru górniczego” w kopalni Guido w Zabrzu. Założona w połowie XIX wieku, obecnie jest już nieczynna. Stanowi jednak jedną z największych atrakcji turystycznych województwa śląskiego. Mieliśmy możliwość zjazdu w podziemia autentyczną klatką górniczą. Zjazd ów dostarczył wielu emocji – szczególnie tym, którzy na co dzień wolą jednak windy panoramiczne. Na głębokości 320 metrów pod powierzchnią terenu przeszliśmy ok. 3,5 km. Wszyscy z dużym zainteresowaniem słuchali opowieści przewodnika o ciężkiej pracy górników i warunkach panujących pod ziemią. Poznaliśmy technikę górniczą stosowaną od końca XIX wieku aż do czasów współczesnych, biorąc udział w pokazach pracy kombajnów i innych maszyn górniczych. Skorzystaliśmy z przejażdżki kolejką podwieszaną. Wyprawiliśmy się w rejon kopalni zachowany w takim stanie, w jakim ponad 20 lat temu zostawili go górnicy. A dotarłszy do jednego z najgłębiej położonych pubów w Europie, rozkoszowaliśmy się napitkami znanymi górnikom od wieków.

Wspomnienia, które zostaną na długo
Wycieczka do Katowic i na Śląsk była fantastyczna – okazała się doskonałym połączeniem historii, kultury, muzyki, kosmosu i górniczych przygód. Miała bardzo bogaty program. Na szczęście jej organizatorka – Elżbieta Mikołajczak-Śmiśniewicz – trzymała wszystko w ryzach, dbała o czas, bilety i tempo marszu. Znalazł się więc czas i na zwiedzanie, i na rozmowy, wspólne zdjęcia i integrację. Wróciliśmy do domu z poczuciem, że Śląsk to miejsce, do którego chce się wracać.

Tekst – Elżbieta Hejnowicz-Wojciechowska 

Zdjęcia- Jakub Rzeźniczak

(ASz)

Dofinansowano ze środków Miasta Leszna, w ramach projektu „UTW – czas aktywności seniorów”

 

PonWtŚrCzwPtSobNiedz
123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Przydatne linki