Nasi bohaterowie — para z poczuciem humoru, dystansem i kubkiem herbaty w dłoni — udowadniają, że „złote lata” potrafią błyszczeć pełnym blaskiem. Z przymrużeniem oka opowiadają o codziennych radościach, drobnych absurdach i tej szczególnej mądrości, która przychodzi dopiero wtedy, gdy przestajemy się spieszyć. Przekonajcie się sami, że dojrzałość może być nie tylko spokojnym, ale i najzabawniejszym etapem życia.
Złote lata, czyli jak zostaliśmy królami własnego fotela
Rozmawiają: On i Ona — małżeństwo z długoletnim stażem, które z humorem i pogodą ducha przygląda się życiu po sześćdziesiątce. Od lat członkowie naszego UTW.
Pokój jest przytulny i ciepły. W powietrzu unosi się zapach świeżo zaparzonej herbaty. Za oknem mruga jesienny wieczór, a w telewizorze właśnie kończą się „Wiadomości”. On poprawia okulary, Ona odkłada na bok książkę.
On: Wiesz, czasami myślę, że mam wszystko, o czym marzyłem jako nastolatek. Nie muszę chodzić ani do szkoły, ani do pracy, a co miesiąc dostaję kieszonkowe od ZUS-u. Szkoda tylko, że to wszystko przyszło sześćdziesiąt lat później.
Ona (z uśmiechem):
Czyli jednak marzenia się spełniają — tylko trzeba cierpliwie poczekać?
On: Oczywiście! Mam prawo jazdy, własny samochód i nikt już nie mówi mi, o której mam wracać do domu. Tyle że dziś sam wracam przed 22.00, bo po „Wiadomościach” już zwyczajnie zasypiam.
Ona (śmiejąc się): A pamiętasz, jak kiedyś chciałeś chodzić na całonocne imprezy i twierdziłeś, że sen jest dla słabych?
On: O, pamiętam! Tylko że teraz moją ulubioną imprezą jest wieczór z herbatą, pilotem i serialem, który kończy się wcześniej niż ja zdążę się rozkręcić.
Ona poprawia koc na kolanach, uśmiecha się z czułością i spogląda na niego przez parę unoszącą się znad kubka.
Ona: No proszę, a ja niedawno dołączyłam do grona stypendystów ZUS-u. I muszę przyznać — to wspaniałe uczucie! Wreszcie mogę wszystko, a nie muszę niczego.
On: Zazdroszczę ci tego entuzjazmu. U mnie każdy poranek zaczyna się od rozmowy z kolanami. One mówią: „Nie dzisiaj”, a ja odpowiadam: „A kto tu rządzi — ja czy chrząstka?”.
Ona (ze śmiechem): To dlatego nie chodzisz na siłownię?
On: Nie dotarłem tam wczoraj, przedwczoraj i tak już piąty rok z rzędu. Ale wiesz, to nie lenistwo — to konsekwencja.
Ona wybucha śmiechem. Ich żarty to rytuał, codzienny dowód na to, że dystans do siebie jest najlepszym eliksirem młodości.
Ona: Wiesz, życie po sześćdziesiątce jest jak deser po obiedzie — słodkie, trochę cięższe, ale absolutnie warte każdej kalorii.
On: Zgadzam się. Teraz, gdy zjem golonkę, nikt już nie mówi, że przesadzam. Wszyscy mówią: „On po prostu celebruje życie!”.
Ona: A ja celebruję drzemki. Kiedyś uważałam je za lenistwo, a dziś to mój święty rytuał regeneracji. Medytuję z książką. Kiedyś tylko zbierała kurz na półce, a teraz wreszcie mogę ją przeczytać — przynajmniej do momentu, kiedy zasnę po trzeciej stronie.
On: Ja za to mam czas na wspomnienia. Na te opowieści, które zaczynają się od „A pamiętasz, jak…”, a kończą śmiechem, bo nikt już dokładnie nie pamięta, jak to naprawdę było.
Ona: W moim wieku „mieć szczęście” to wejść do pokoju i przypomnieć sobie, po co się tam przyszło.
On: To nie zapominanie, kochanie. To spontaniczność! Spontaniczność z elementem zagadki — brzmi jak motto naszego życia. Ale wiesz co? Ja naprawdę lubię ten etap. Mam czas, mam spokój, mam siebie. I nawet moje zmarszczki lubię — są jak mapa wspomnień, każda z inną historią.
Lubię twoje siwe włosy.
Ona: To nie siwe włosy, tylko pasemka mądrości. Po prostu jestem bardzo mądra.
On: I piękna, jak zawsze.
Ona (z uśmiechem): A ty wciąż potrafisz mnie rozśmieszyć. W tym cały sekret, kochanie. Dopóki się śmiejemy, jesteśmy młodzi.
Na chwilę zapada cisza. W tle słychać ciche tykanie zegara i piosenkę z radia.
On: Więc jeśli ktoś mówi, że starość to nie radość… niech przyjdzie do nas. Dam mu herbatę, pilot do telewizora i pokażę, jak się odpoczywa z godnością.
Ona: Upiekę ciasto, włączę muzykę i zatańczę o dziesiątej rano w kapciach i z wałkami na głowie. Bo dojrzałość to nie koniec, tylko nowy początek. I najlepsze w tym wszystkim jest to, że nigdzie już się nie spieszymy.
On: Dokładnie. Złote lata? My po prostu mamy złote życie.
Elżbieta i Stanisław Wojciechowscy
opracowała Ela Kuśnierek























