„Wycieczka w nieznane” zawsze brzmi jak zaproszenie do przygody, a my jedziemy z entuzjazmem, choć nie wiemy dokąd. Wiemy natomiast jedno: skoro organizuje to nasza prezes Maria Zielony, to na pewno znajdziemy się w miejscach, o których przeciętny turysta nawet nie pomyśli. Ona ma talent do wyszukiwania miejsc nieoczywistych. Tak było również 28 kwietnia 2026 roku.
Czerwona Wieś – początek tajemniczej trasy
Zaczynamy od kościoła pw. św. Idziego – jednego z najstarszych w południowej Wielkopolsce. Niewielkiego, ale z duszą, takiego, w którym drewno pachnie historią. Podczas spotkania z proboszczem, ks. Zygmuntem Łukowiakiem, słuchamy opowieści o historii świątyni, ale też o jej współczesnym życiu. Najstarsza część zbudowana została w stylu romańskim, pozostała – dobudowana później. Kościół wymaga pilnego remontu, a organy oddane do renowacji… zniknęły. Obejrzeliśmy również znajdującą się w pobliżu nekropolię Chłapowskich, jedną z dwóch istniejących w Polsce oraz współczesny pomnik zbudowany w hołdzie poległym powstańcom wielkopolskim. Obiekty te są przykładem dobrze zachowanego kompleksu sakralnego i mają na celu zachowanie historii i dziedzictwa kulturowego regionu. Czerwona Wieś może się więc poszczycić wyjątkową historią, czyniącą z niej jedną z najcenniejszych na szlaku pracy organicznej.
Śrem – muzealne ciekawostki i spacer z widokiem
Potem Śrem – miasto, które poznajemy i od strony muzeum, i od strony spacerowej. Dzielimy się na dwie grupy. Pierwsza trafia do Muzeum Śremskiego, które okazuje się znacznie ciekawsze, niż przypuszczaliśmy. Mieści się w zabytkowej willi, obok której zbudowano nowoczesny pawilon wystawowy i salę widowiskową. Jego zbiory są bardzo różnorodne i mają charakter muzeum regionalnego – pokazują historię miasta i jego okolic od pradziejów aż po czasy współczesne. Całość kolekcji ma formę tzw. „gabinetu osobliwości” – czyli zbioru bardzo różnorodnych przedmiotów, często nietypowych i ciekawych. Nie tylko mężczyzn szczególnie zainteresowała sala z militariami, a w niej kolekcja kusz oraz balista wykonane przez lokalnego twórcę Jerzego Jurgę, będące wariacjami artysty na temat tejże broni. Na terenie przed budynkiem stanęły dwie rzeźby autorstwa słynnej artystki Magdaleny Abakanowicz powstałe w miejscowej odlewni żeliwa. Rzeźbiarka podarowała je miastu w formie podziękowania za dobrą współpracę. Druga grupa słuchaczy przechadza się promenadą, z której rozciąga się piękny widok na zakole Warty. Zatrzymujemy się przy pomniku lokalnego artysty, Jerzego Jurgi – malarza, poety, historyka sztuki, konstruktora kusz, „oryginała” przemieszczającego się po Śremie pomalowanym na złoto rowerem (pojazd stoi na terenie muzeum do dzisiaj). Jedni podziwiają widoki, inni fotografują, a jeszcze inni po prostu chłoną atmosferę – każdy po swojemu, ale wszyscy z przyjemnością. Przed opuszczeniem gościnnego Śremu zjadamy obiad w restauracji Balbinka. A potem jedziemy dalej „Szlakiem Pracy Organicznej”.
Rogalin – pałac, który mówi do nas audioprzewodnikiem
Kolejny punkt to pałac w Rogalinie. Wchodzimy, zakładamy słuchawki i nagle każdy z nas ma prywatnego przewodnika. To on prowadzi nas przez historię, nie pozwalając się zgubić ani w faktach, ani w korytarzach. Obiekt robi wrażenie – jest elegancki, pełen historii. I choć posiada tylko część swego oryginalnego wyposażenia, to, co jest pokazywane, doskonale pozwala sobie uzmysłowić, jak ongiś mieszkano w tej magnackiej rezydencji. Oprócz części mieszkalnej zwiedzamy galerię malarstwa, mającą w swoich zbiorach dzieła znamienitych twórców. A potem spacer do słynnych rogalińskich dębów – wyjątkowego w skali Europy skupiska pomnikowych dębów. Trzy najsłynniejsze z nich, wiekowe staruszki, to Lech, Czech i Rus, z których ten ostatni jest prawdopodobnie najstarszym żyjącym dębem w Polsce.
Rogalinek – finał w stylu palmiarni
Na koniec trafiamy do restauracji „Skarpa” w Rogalinku – miejsca, które do złudzenia przypomina palmiarnię. Egzotyczny klimat robi swoje, ale prawdziwe życie zaczyna się przy stole. Poczęstunek, rozmowy, a potem… taniec. I nagle okazuje się, że energia nas nie opuszcza, a wręcz przeciwnie – jakby ktoś ją potajemnie doładował.
Na zakończenie
Wracamy zmęczeni, ale w tym najlepszym znaczeniu tego słowa. Bo choć „wycieczka w nieznane” brzmi jak lekka improwizacja, my już wiemy, że wszystkie nasze wyprawy to raczej gwarancja dobrze przeżytej przygody. I chyba właśnie dlatego tak chętnie jedziemy… nie wiedząc do końca dokąd.
Tekst: Elżbieta Hejnowicz-Wojciechowska
Zdjęcia: Z. Bartkowiak, E. Mikołajczak-Śmiśniewicz, K. Zielińska i z internetu (Śrem-muzeum i abakany)























